Zrób z dbania o ciało przyjemność, a nie obowiązek

Całe dzieciństwo byłem gruby. Albo inaczej. Tłuściutki. Zero ruchu, tona Nutelli i brak jakichkolwiek opcji: dorastałem na wsi, gdzie nie było klubów tenisa, ścianek wspinaczkowych, taekwondo i baletu. Był WF w szkole. A na WFie, niczym prawdziwi mali Polacy graliśmy w piłkę nożną. Wszyscy byli bardzo szczęśliwi, bo to sport narodowy i grać należy umieć, więc była to nasza jedyna aktywność. Na każdym wfie. Całą podstawówkę. Całe gimnazjum.

 

Nie znoszę piłki nożnej.

 

Podsumowując – bierzesz dzieciaka z odstającym brzuchem i koordynacją ruchową na poziomie zerowym, i oferujesz mu jedną aktywność. Radzi sobie kiepsko, bawi się jeszcze gorzej. Koledzy z klasy nie wybierają go do drużyny, a koleżanki bez większego problemu by go okiwały (zajęcia były osobno, na szczęście nie miałem okazji się przekonać). Sytuacja wygląda tak przez lata, a potem ludzie w koło dziwią się, że ten dzieciak kojarzy sport z mękami gorszymi niż praca na promotorce przy minus 10 stopniach.

I o ile w podstawówce wydawało mi się, że inni czerpią przyjemność ze sportu, to teraz zaczynam w to wątpić. Bo większość ludzi, których mijamy codziennie wygląda, jakby przeżyli podobną traumę. Znosili cierpienia do końca liceum, a potem postanowili już nigdy się nie spocić.

 

Mam znajomych, którzy kupią miesięczny karnet na siłownie, a pójdą tam trzy razy. Za trzecim razem przerwa między kolejnymi seriami trwa nie dwie minuty, a pół roku. Mam też dużo więcej znajomych, którzy zrobiliby coś z sobą, „ale w sumie nie mam pomysłu co, zastanowię się jeszcze trochę, teraz nie mam czasu”. Są też tacy, którzy nie zapiszą się na siłownie, bo wtedy trzeba rezygnować z alkoholu i pysznych kebabów – jeśli też tak masz, przeczytaj to: „Daj z siebie tak z 70%”

 

I jeśli należysz do większości, to sport traktujesz jak mycie zębów – albo z przymusu, albo wcale. A szkoda, bo to jest coś, czym można naprawdę się jarać – wystarczy znaleźć zajawkę dla siebie. Ja przez swój charakter nie lubię sportów zespołowych, ale za to bardzo lubię zajechać się prawie na śmierć i dobrze wyglądać. Zostaje mi siłownia i crossfit. Co Ty masz wybrać? Nie wiem. A jeśli Ty też nie wiesz, to próbuj wszystkiego po kolei, aż znajdziesz. Ale nie mów mi, że nic Ci się nie podoba, bo to wymówka, w którą nawet sam nie wierzysz.

The following two tabs change content below.

Michał, The Consumer Show

Miłośnik psychologii, fanatyk sportów ekstremalnych. Lubi uczyć się, jak lepiej funkcjonować na co dzień, zarówno w sferze psychicznej jak i fizycznej. A jeszcze bardziej lubi o tym pisać.

Ostatnie wpisy Michał, The Consumer Show (zobacz wszystkie)