W jaki sposób narzekanie zwalnia z odpowiedzialności

Kumpel, z którym trzymam się od małego jest chyba najbardziej pechowym człowiekiem na świecie – w szkole nie szło, bo nauczyciele się uwzięli; matura nie poszła, bo zadania były trudniejsze niż zwykle. Praca? Nie ma pracy, chyba że Ci ktoś załatwi. Dziewczyna olała? Bo to bezduszna suka była. Jego ulubione pytanie zaczyna się od: „Jak można mieć takiego pecha, żeby…”. Widzisz tu błąd w rozumowaniu? Ja widzę. Ty pewnie też. On nie, i tu tkwi jego problem.

Jak będzie wyglądało jego życie za parę lat? Nie mam pojęcia. Ale mogę strzelać, i mam przeczucie, że trafię całkiem blisko. Narzekanie zostanie, ale wzrośnie ilość tematów, jakie będzie obejmować. Wejdzie krytykowanie szefa, lekarza, żony, prezydenta. Będzie narzekał na wszystkie rzeczy, które mają ze sobą jedną wspólną cechę – nie ma na nie wpływu.

Narzekanie jest strasznie wygodne i czasami wszyscy mu ulegamy – bo koniec końców co może być łatwiejsze niż wtulenie się w kołdrę, puszczenie serialu i użalanie się nad tym, jak to w życiu ciężko. Poza tym, jeśli uznasz, że szef, żona, premier i sąsiad spod trójki są źli, to Twój mózg dochodzi do bardzo ważnego wniosku – z Tobą jest wszystko w porządku. Pójdźmy dalej: skoro Ty jesteś ok, to nie masz jak zaradzić beznadziejności sytuacji. Co poradzisz – niby masz być bardziej ok? Zmienianie się i naprawianie swojego życia zostaw innym. Czekaj aż dadzą Ci milion na konto, sześciopak na brzuchu, a na koniec wypatruj na horyzoncie tabunu modelek.

A potem umrzyj, nieszczęśliwy i z pretensjami do całego świata.

Jeśli spytałbym kogoś, czy uważa, że dużo jest ludzi obwiniających o wszystko otoczenie, uwłaczałbym jego inteligencji. Są ich tłumy. Tłumy smutnie egzystujących zgorzknialców, którzy uważają, że od życia im się wszystko należy, choć sobą nie reprezentują nic.

Najlepiej obrazuje to dyskusja mająca kiedyś miejsce w Stanach, czy zmienić stawkę minimalną na 15 dolarów na godzinę. Chwila. 15 dolarów? Za co?  Za podawanie frytek w KFC? Aż by mi było, kurwa, wstyd brać za to tyle pieniędzy. Albo inaczej – Granie w totka. Nie jestem hipokrytą i nie obraziłbym się, gdyby nagle na moje konto wpłynęły 3 miliony złotych. Ale czy o to chodzi? Spędzanie życia czekając aż coś Ci spadnie z nieba, zamiast pomęczyć się parę lat i spróbować samemu? Oczywiście, że może się nie udać. Ale warto, a szanse masz na pewno setki razy większe. Różnica jest taka, że próbując trzeba było się napocić, a tego narzekający Jan Kowalski na pewno nie będzie robił, żyjąc według filozofii „odbębnić osiem godzin i fajrant”. A jak się uda podpierdolić coś szefowi to jeszcze lepiej. Przecież się na nas dorabia, cwaniak.

Jedna rzecz, której nie da Ci wygrana w lotto to satysfakcja. Są też setki innych rzeczy. Choćby umiejętność radzenia sobie z tak dużą kwotą na koncie, zamiast wydać wszystko i wrócić do bycia biednym – jak to wynika z badań nad zwycięzcami loterii. Albo skromność nabyta po porażkach, żebyś wiedział, że majątkiem trzeba się cieszyć, jednocześnie zdając sobie sprawę, że może się on w każdej chwili ulotnić, zostawiając Cię zastanawiającego się jakim cudem wydałeś te wszystkie miliony.

Na początku świadomość, że jesteś odpowiedzialny za swoje życie może nie należeć do najprzyjemniejszych. Zdanie sobie sprawy, że jeśli jest u Ciebie źle, to w 99% przypadków sam jesteś sobie winny, jest przytłaczająca, ale potrzebna, jeśli chcesz ruszyć dupę i wymodzić coś fajnego przez następne 40 lat, podczas których będziesz jako tako sprawny. Jasne, ktoś mógłby tu powiedzieć, że nie zawsze możesz coś zrobić, bo jak ma wybić się dziecko urodzone w biednej rodzinie w Etiopii. Zgadza się. Ale żadne z nas w Etiopii nie mieszka, i ile byśmy nie narzekali, to jeśli możesz sobie pozwolić na studiowanie, imprezy, dorywczą pracę, czy nawet korzystanie z internetu i czytanie tego tekstu, to jesteś w lepszej sytuacji niż 90% ludzi. I tu nie ma żadnych wymówek. Nie podoba Ci się Twoja praca? Zmień ją; nie jesteś niewolnikiem,a pracy jest mnóstwo. A że większość ofert na gumtree przedstawia stanowiska, na których albo się nudzisz, albo zarabiasz grosze? Pewnie, może tak być. Ale wciąż dają Ci wybór – i odpowiedzialność polega na tym, że albo bez słowa idziesz pracować w miejscu, którego nie lubisz, albo robisz coś, żeby być lepszy, i spełniać się zawodowo. Bo jeśli będziesz czekać, aż ktoś zaoferuje Ci pracę marzeń, to chwile możesz poczekać. Nie zwalaj swojego lenistwa na warunki dookoła – skoro już tu jesteś, lepszych nie dostaniesz.

The following two tabs change content below.

Michał, The Consumer Show

Miłośnik psychologii, fanatyk sportów ekstremalnych. Lubi uczyć się, jak lepiej funkcjonować na co dzień, zarówno w sferze psychicznej jak i fizycznej. A jeszcze bardziej lubi o tym pisać.

Ostatnie wpisy Michał, The Consumer Show (zobacz wszystkie)