Czy ślub w naszych czasach ma sens?

Napawają mnie smutkiem ludzie, którzy za szczytowy punkt swojego życia uznają ślub. Dla nich wszystko kręci się wokół tego dnia. Panie czekają na pierścionek i rzucają ukradkowe spojrzenia na suknie ślubne, a panowie… no, zapewne robią to, co zwykle faceci robią przed ślubem, cokolwiek to jest.

 

Szkoda, że wszyscy planują ślub, zamiast planować to, co będzie później.

 

Wychodzę z założenia, że nie ma nic złego w oświadczynach, weselach itd. Jest to przechodzenie w pewien sposób na kolejny etap związku. Złe jest to, że ludzie, przechodząc na ten kolejny etap, liczą na to, że jakimś sposobem wszystkie problemy, niedomówienia i wątpliwości zostaną w poprzednim etapie.

 

Ślub powinien być nagrodą, a nie celem samym w sobie. Szczególnie, że w tym wypadku cel wcale nie uświęca środków. Widzę nieraz facetów, których przeraża wizja zadeklarowania partnerce, że będą razem do końca życia. Chwila. Coś tu jest nie tak. Ta wizja nie powinna Cię przerażać, bo to deklaracja którą trzeba złożyć przed ślubem przynajmniej tysiąc razy – w postaci szczerych rozmów, pracy nad sobą, chodzeniem na kompromisy i umiejętności użycia słowa “przepraszam”. Oraz umiejętności nieużywania tego słowa zbyt często.

 

Jasne, dzień ślubu to piękna chwila. Ale piękna nie równa się magiczna, choć dużo osób zdaje się tak myśleć. Welon i obrączka nigdy nie rozwiązują problemów – one jedynie sprawiają, że przez chwile udajemy, że tych problemów nie ma. Jeśli naprawdę uważasz, że coś między Wami jest źle, to wydaj te kilka tysięcy na terapię, a nie pierścionek.

 

I właśnie bardzo często ludzie używają pierścionka zaręczynowego, żeby wzmocnić ich związek. Nie rozmowy. Nie budowania więzi. Błyskotki. Tacy faceci oświadczają się, żeby mieć pewność, że dziewczyna nie ucieknie. Takie dziewczyny wymuszają oświadczyny z tego samego powodu.

 

Ale najgorzej jest, jak facet na wątpliwości i zamiast zabić je pracą nad związkiem, zabija je oświadczynami. To tak, jakbyś stał przed mostem zwodzonym w dżungli i widział, jak fragment mostu zaczyna się palić. A potem, zamiast gasić ten fragment, wszedłbyś na most mówiąc sobie, że „skoro zdecydowałem się wejść, to nic złego nie może się stać”.

 

Oświadczyny, tak samo jak ślub, mają sens tylko w jednym przypadku. Gdy nic nie zmienią.  I gdy nic nie będą musiały zmieniać, bo już macie zbudowaną zajebistą relacje, a spojenie związku to dla Was taka wisienka na torcie.

 

Ludziom się wydaje, że jak podejmą decyzję bez powrotu to wszystko na pewno się ułoży, bo przecież w końcu ułożyć się musi. Marzą o disneyowskim zakończeniu, zamiast zdać sobie sprawę z jednej rzeczy: że disneyowskie zakończenie jest jednocześnie początkiem prawdziwego życia, a w prawdziwym życiu nad związkiem trzeba pracować.

The following two tabs change content below.

Michał, The Consumer Show

Miłośnik psychologii, fanatyk sportów ekstremalnych. Lubi uczyć się, jak lepiej funkcjonować na co dzień, zarówno w sferze psychicznej jak i fizycznej. A jeszcze bardziej lubi o tym pisać.

Ostatnie wpisy Michał, The Consumer Show (zobacz wszystkie)