Nie przechodź na dietę – poprawiaj ją

Pamiętam jak w liceum wstawałem godzinę wcześniej niż zwykle – żeby zjeść owsiankę, przygotować kurczaka na cały dzień, ogarnąć się i przed wyjściem dopchać się jajecznicą, bo masa. Potem lekcje i siłownia, z której musiałem iść 20 minut na przystanek żeby jechać 30 minut do domu. Wszystko by wyglądać dobrze na wakacje.

Wytrzymałem tak dwa tygodnie.

I o dziwo, kończyła się tak każda próba podejścia do jedzenia 6 posiłków dziennie, spędzania wieczoru na gotowaniu i noszeniu ze sobą pojemników i dwóch litrów wody w każde miejsce. Tak samo jak każda inna próba przejścia na dietę i liczenia kalorii.

I z kim bym nie rozmawiał, problem jest ten sam – wszyscy wytrzymujemy zazwyczaj około miesiąca. Bo jeśli teraz w sumie nie ma tragedii, gdy patrzysz w lustro, to zaczynasz się zastanawiać, czy “wymarzona sylwetka” jest warta takiego poświęcenia. Dlatego wszyscy wymiękamy z jednego powodu – nie da się żywić jak sportowiec, jeśli nie prowadzi się ułożonego życia sportowca. 

Nie wytrzymujesz z dietą, bo zaspałeś, więc na śniadanie i lunch jesz drożdżówki które kupiłeś po drodze do pracy. Bo budzisz się późno po imprezie i dużo łatwiej jest zadzwonić po pizze niż odmrażać i szykować gotowanego kurczaka. I przede wszystkim: nie wytrzymujesz, bo o ile nie planujesz zostać mistrzem polski w bodybuildingu, to rezygnowanie z tych wszystkich drobnych przyjemności od piwa z kumplami, przez wino z dziewczyną po milkę z oreo da Ci świetną sylwetkę, ale kosztem psychiki.

Nie ma sensu komplikować rzeczy, które są proste. Chcesz schudnąć? Nie jedz słodyczy, nie pij niczego poza wodą, gorzką herbatą i kawą, i jedz jak najmniej chleba. Chcesz po prostu czuć się lepiej? Zmień Snickersa na jabłko a cole na sok pomarańczowy i pij więcej wody. 

I wiadomo, że z czasem można zacząć liczyć kalorie i ogarniać makroskładniki – ale nie jako początkujący. Najpierw naucz się gotować zamiast smażyć i zwyczajnie nie jeść syfu. Zacznij wyrzucać chipsy i batoniki. Potem możesz podnosić sobie poprzeczkę, tylko nie rzucaj się od razu na głęboką wodę, bo lepiej wolniej, ale stabilnie. Aha, i nieważne na jakim etapie jesteś – nie ma znaczenia czy zjesz dwa razy dziennie, czy sześć – rób jak Ci wygodniej.

Przy tym podejściu też będziesz musiał się wysilić. I tak, efekty przyjdą wolniej. Ale stosując metodę małych kroków, zamiast wywracać styl życia do góry nogami, przynajmniej wiesz, że przyjdą.

The following two tabs change content below.

Michał, The Consumer Show

Miłośnik psychologii, fanatyk sportów ekstremalnych. Lubi uczyć się, jak lepiej funkcjonować na co dzień, zarówno w sferze psychicznej jak i fizycznej. A jeszcze bardziej lubi o tym pisać.

Ostatnie wpisy Michał, The Consumer Show (zobacz wszystkie)