Najgorsza rada, którą usłyszałeś tysiąc razy

Usłyszałem ją będąc w podstawówce, zaraz przed dyskoteką szkolną – gdy oznajmiłem rodzinie, że nie umiem tańczyć, a co dopiero zaprosić jakąś dziewczynę na parkiet. Znacie to: grubawy dzieciak, który wykonując jakikolwiek ruch wygląda komicznie. Który w swojej głowie widzi, jak wszyscy się z niego śmieją.

Usłyszałem ją także parę lat później, gdy w gimnazjum udało mi się pierwszy raz wypowiedzieć magiczne “Dasz mi swój numer telefonu?”. Szykowałem się na pierwszą randkę i byłem przerażony. Nie wiedziałem co mam mówić, co robić, czy przytulić, jak chwycić za rękę. Spytałem znajomych z większym doświadczeniem, bo bałem się że pójdzie tragicznie. I poszło.

Usłyszałem wtedy to, co radziłeś temu kumplowi, który był trochę grubszy, i strasznie nieśmiały. To co mówiłaś koleżance, która zauroczyła się w szkolnym playboyu, i dopiero po roku postanowiła do niego napisać na gadu-gadu.

Bądź sobą.

No co Wy nie powiecie. “Bądź sobą”. Świetna rada, jeśli jesteś duszą towarzystwa, na parkiecie lecisz jak John Travolta w “Grease” a poznawanie nowych ludzi masz w małym palcu. Trochę gorsza, jeśli wstydzisz się tego, jak wyglądasz i nie masz pojęcia, jak wziąć się za poznawanie nowych ludzi. Albo gdy Twoje zainteresowania ograniczają się do komputera i jesteś zwyczajnie nudny. Wtedy zdecydowanie nie powinieneś być sobą.

Gdy dorastaliśmy wszyscy wokół mówili nam, że możemy wszystko w życiu, i że jesteśmy wystarczająco dobrzy. Nie jesteśmy. I czasami dobrze wytłumaczyć komuś, w jaki sposób może się poprawić, żeby w końcu udało mu zainteresować osobę przeciwnej płci, niż pchać mu w gardło ideę samoakceptacji.

Jasne, “Bądź sobą” może w jakiś sposób podnieść Twojego nieśmiałego kumpla przed randką. Ale na pewno zadziała gorzej, niż: “Skup rozmowę na niej. Skorzystaj z faktu, że chodzicie razem do szkoły – zapamiętuj co mówi, i odnoś się do tego. No i nie nawijaj ciągle o grach”.

Tak jak nie wyleczysz kumpla z depresji, mówiąc mu “A może przestałbyś być smutny?”, tak nie nauczysz introwertyka obcować z obcymi ludźmi, mówiąc mu “bądź sobą”. Bo on częściej potrzebuje konstruktywnych wskazówek, a nie próby podniesienia na duchu.

To nie jest tak, że “nie pokazujesz prawdziwego siebie”, bo to, że nauczysz się lepszego obcowania z ludźmi czy choćby paru ruchów tanecznych nie sprawi, że będziesz kogoś udawał. I musisz pogodzić się z tym, że jeśli postanowisz otworzyć się na innych, będziesz musiał odpuścić większość siedzenia przed kompem, tak jak to robiłeś przez ostatnie kilka lat. Ale decydując się na pozostanie “prawdziwym sobą” odpuszczasz piękne przeżycia, ekscytujące noce, huczne imprezy czy potencjalnego partnera na całe życie. Wybór jest zawsze Twój.

The following two tabs change content below.

Michał, The Consumer Show

Miłośnik psychologii, fanatyk sportów ekstremalnych. Lubi uczyć się, jak lepiej funkcjonować na co dzień, zarówno w sferze psychicznej jak i fizycznej. A jeszcze bardziej lubi o tym pisać.