Nie możesz mieć jednocześnie wolności i stabilizacji

Zauważyłem, że większość naszego pokolenia, mnie wliczając, podśmiechuje się z tego, że nasze rodziny wariują na punkcie kończenia studiów, żeby zapewnić sobie dobrą pracę. Zdajemy sobie sprawę, że studiowanie jest warte dużo mniej niż kiedyś. Albo inaczej – że duża część studiów nie jest warta nic.

I co z tego? No właśnie nic. Bo zauważyłem też, że dużo osób, które doskonale zdają sobie sprawę, że zrobienie magistra niewiele pomoże, i tak w to brną. Mają świadomość, że nie ma to zbyt wiele sensu, ale nie podejmują żadnych kroków mających na celu stworzenie jakichkolwiek alternatyw.

Może to hipokryzja, bo sam planuję skończyć studia magisterskie, ale szczerze, nie wiąże z tym żadnej przyszłości. Może nasłuchałem się za dużo banałów w stylu „podążaj za swoją pasją” i teraz, jak naiwniak, staram się to robić.

Wiecie, ile razy słyszałem, żebym wziął się za poważną pracę? Ja doskonale rozumiem, że w życiu trzeba się rozwijać, awansować, brnąć do przodu. I tak właśnie robię, ale swoją ścieżką. Swoją. Nie innych. I co jak co, ale nie pozwolę, żeby ta ścieżka zaprowadziła mnie przed korporacyjne biurko.

Nawet wiem, jakby to wyglądało. Zacząłbym pracę w biurowcu, robił poboczne kursy, potem dostał awans, kupił auto, później więcej pracy, kolejny awans i kredyt na mieszkanie. Potem, może kiedyś, jeszcze jeden awans, a w okolicach czterdziestki zmieniłbym mieszkanie na piękny dom z zadbanym ogródkiem, gdzie popełniłbym samobójstwo.

Ludzie tego nie rozumieją. Nie rozumieją tego ci, którzy są zadowoleni z posady w wielkiej firmie, zarabiają sporo i cieszą się życiem. I tych podziwiam i szanuję, bo też chciałbym być szczęśliwy w takiej sytuacji. Byłoby łatwiej. Nie rozumieją tego też Ci, którzy codziennie o 6 rano stoją na balkonie z kawą i szlugiem, zastanawiając się kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, bo zamiast samemu obrać drogę życia, obrali tą pokierowaną przez społeczeństwo i teraz myślą, ze bycie nieszczęśliwym jest normalne.

To ci, którzy zabili swoje wewnętrzne dziecko, gdy stwierdzili, że rzeczywistość weryfikuje marzenia.

Podziwiam ludzi, którzy przez 15 lat siedzą w niesatysfakcjonującej pracy, a potem decydują, że to nie dla nich, rzucają wszystko i szukają szczęścia. Dobrze, że nauczyli się na swoich błędach. Ale ja planuję uczyć się na ich błędach. Planuję ominąć etap tych 15 lat, i od razu przejść do etapu szukania szczęścia.

Jacek Walkiewicz w jednym ze słynniejszych TEDowskich wystąpień powiedział, że nie ma czegoś takiego jak stabilizacja. Że najbardziej ustabilizowany w życiu był wtedy, gdy wypadł mu dysk. I wiecie co? Ja mu wierzę. Tym bardziej ,że nie będę poświęcał życia usprawiedliwiając niezadowolenie wmawianiem sobie, że sam to wybrałem, szukając poczucia bezpieczeństwa, które nie istnieje. Bo sorry, ale bezterminowa umowa o pracę to żadna stabilizacja w naszych czasach.

Nie wiem, jak będzie wyglądało moje życie za kilka lat. Ale wiem, że ludzie mówiący, że to wiedzą, sami siebie oszukują. A skoro tego nie wiemy, to chyba lepiej jest poświęcić kilkadziesiąt lat życia próbując zrobić coś ciekawszego, niż szara egzystencja.

The following two tabs change content below.

Michał, The Consumer Show

Miłośnik psychologii, fanatyk sportów ekstremalnych. Lubi uczyć się, jak lepiej funkcjonować na co dzień, zarówno w sferze psychicznej jak i fizycznej. A jeszcze bardziej lubi o tym pisać.
  • To bardzo dobre podejście, ale jednocześnie wymagające sporej odwagi, której niestety nie mam… Jedyne czym sobie odbijam to skreślanie kolejnych ekstremalnych marzeń z bucket listy – w pracy nie jest tak źle, ale zabieram się do zmiany. Chyba dojrzałem 😉 pozdrowienia!