Miłość Twojego życia to stanowisko, na które trzeba spełnić warunki

Nie wierzę w bezwarunkową miłość. Zawsze kochasz za coś, nawet jeśli codziennie wmawiasz sobie, jak idealni i przeznaczeni sobie jesteście.

 

Nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia. Od pierwszego wejrzenia to może być pożądanie albo zauroczenie. Pojawiająca się w organizmie fenyloetyloamina, a potem dopamina. Miłość przychodzi dopiero później.

 

Wierzę za to w to, że można być z kimś całe życie i całe życie myśleć o tym związku jak o czymś niesamowitym. Nie idealnym, nie bez skaz. Ale niesamowitym.

 

A żeby taka relacja była niesamowita, to zarówno partnerzy, jak i sama relacja, muszą spełniać określone warunki.

 

Musisz na przykład wiedzieć, że w każdej chwili możecie od siebie odejść. I ta świadomość nie jest straszna, czy zabierająca poczucie bezpieczeństwa – ona jest piękna. Bo co może być piękniejszego niż sytuacja, w której wiesz, że jeśli partner odejdzie, to w każdym aspekcie życia poradzi sobie sam, ale i tak codziennie na nowo wybiera Ciebie.

 

Musisz zdawać sobie sprawę, że Twoje czyny są tylko Twoje i są one niezależne od tego, co robi partner. Nie ma czegoś takiego jak „popatrz, co przez Ciebie zrobiłem”, zarówno w związku, jak i w życiu w ogóle. Sprawa jest prosta. To, co robisz, zależy tylko od Ciebie, i jeśli ktoś mówi Ci inaczej, to lepiej mu uświadom, że to, co mówi, jest absurdem.

 

Nie ma czegoś takiego, że partner robi coś źle, a potem mówi, że zrobił to z miłości. Kocha Cię tak bardzo, że nie widzi bez Ciebie sensu życia, więc po kłótni poszedł na imprezę i flirtował z innymi? Zależy jej na Tobie aż tak, że napisała po kryjomu do Twojej wieloletniej przyjaciółki, żeby trzymała dystans, bo teraz jesteś zajęty?

 

No błagam. To brzmi jak żart.

 

Musisz wiedzieć, że fakt, że podobają Wam się inni, jest naturalny. Jesteśmy tylko ludźmi, a w zasadzie tylko zwierzętami, i jedynie w filmach jest tak, że jak kochasz, to nie uznasz nikogo innego za atrakcyjnego.

 

Ale nie słuchaj bujd w stylu, że nieważne gdzie nabierasz apetytu, a ważne gdzie jesz. To powiedzenie może pasować do spożywania posiłków, ale na pewno nie nadaje się do związków – jeśli nabrałem ochoty na pizzę hut, a w domu mechanicznie i bez przyjemności zjadłem kurczaka z kaszą jaglaną, to jest ok. Ale jeśli zaspokajam swój popęd seksualny wcale nie chcąc partnerki, tylko myśląc o tej blondynce z tramwaju, to jest źle.

 

Tak samo musisz pamiętać, że największe problemy, to te, o których nie rozmawiacie, bo zaprzeczacie ich istnieniu. Że wszystko, o czym nie chcesz myśleć i co wypierasz ze swojej głowy, jest dokładnie tym, na czym powinieneś się skupić. Są w życiu problemy, które znikną, jeśli je zignorujemy, ale niestety jest ich bardzo mało. Cała reszta może się tylko pogarszać, i im szybciej zaczniesz je rozwiązywać, tym mniej szkód narobią.

 

I o ile zgodzę się z tym, że istnieją białe kłamstwa, o tyle większość kłamstw, które chcesz powiedzieć partnerowi wcale białymi nie są. One są zwyczajnie wygodne. A nawyk, w którym z lenistwa skłamiesz w drobnej sprawie, bo nie masz energii się tłumaczyć, jest naprawdę fatalnym nawykiem.

 

Fajnie jest patrzeć na szczęśliwe, starsze pary na spacerach. Fajnie jest myśleć sobie, że nawet jeśli teraz potrzebuje się wyszaleć, to w przyszłości chciałbym mieć taką relacje. Ale mało kto myśli o tym, jak buduje się takie związki.

 

A jak się to robi?

 

Z wielką trudnością.

The following two tabs change content below.

Michał, The Consumer Show

Miłośnik psychologii, fanatyk sportów ekstremalnych. Lubi uczyć się, jak lepiej funkcjonować na co dzień, zarówno w sferze psychicznej jak i fizycznej. A jeszcze bardziej lubi o tym pisać.

Ostatnie wpisy Michał, The Consumer Show (zobacz wszystkie)