Liczą się efekty, a nie to, czy było Ci ciężko

Tak jak piekło wybrukowane jest dobrymi chęciami, tak kraina osób, które nie osiągnęły za dużo, bo miały pecha/było ciężko/wpisz cokolwiek, wybrukowana jest bezcelowym wysiłkiem.

 

Dlaczego? Bo rodzice i inni dorośli uczą, że trzeba ciężko pracować i się uczyć, “bo wiedza to coś, czego nikt Ci nie zabierze”. Oczywiście. Zgadzam się w stu procentach. Szkoda tylko, że już nikt nie tłumaczy tych słów dokładniej – ciężka praca i nauka ma sens, jeśli prowadzi do efektów. Ciężka praca dla samej ciężkiej pracy jest absolutną głupotą.

 

Weźmy za przykład matury – porównaj grupę ludzi kończących każdą klasę z wyróżnieniem do tych, którzy średnią mieli na poziomie 3.0, a kuli tylko przedmioty, które będą zdawać. Ich wyniki są na bardzo podobnym poziomie, a nieraz druga grupa jest zwyczajnie lepsza.

 

Weź tych samych ludzi po 5 latach i spytaj, co pamiętają z pozostałych lekcji. Spytaj matematyka o kwasy i zasady albo poproś biologa, by wypowiedział się na temat rodowodu piastów. Otrzymasz taką samą odpowiedź niezależnie od tego, czy ta osoba miała piątki, czy leciała na dwójach.

 

Dlatego jeśli chcesz nauczyć się rozmawiać po angielsku na wakacjach, ucz się rozmawiać o rzeczach codziennych. Jeśli chcesz zdać rozszerzoną maturę na maksa, ucz się pod klucz. I przede wszystkim, rób to efektywnie. Wybierz jedną formę pisemną (np. opowiadania) i totalnie olej resztę (rozprawki czy co tam jeszcze było). Naucz się dwóch idiomów i phrasali, które wpasujesz w tekst niezależnie od tematu, zamiast kuć wszystkie na pamięć. Po co masz tracić czas na naukę setki rzeczy, jeśli opanowanie dziesięciu do perfekcji da Ci lepsze wyniki?

 

Oczywiście prawdziwe życie jest nieco bardziej skomplikowane niż nauka do matury, ale wniosek jest jeden – wysiłek może być chwalebny, ale liczą się efekty. Jeśli jesteś w stanie osiągnąć w godzinę tyle, co ktoś inny w cały dzień, wygrywasz. Za to jeśli nie potrafisz organizować swojego czasu i siedzisz w pracy wieczorami, nie chwal się przed znajomymi wytrwałością. Utrudnianie sobie życia to nie powód do dumy.

 

Jason Fried w książce Rework pisał o tym, że nie można usprawiedliwiać umysłowego lenistwa pracoholizmem. Jeśli przy odrobinie planowania i zmieniania priorytetów jesteś w stanie skrócić czas pracy o połowę, to nie ma żadnej logiki w tym, że wciąż decydujesz się zapieprzać, nawet w Polsce, gdzie męczeństwo jest w cenie. Bo wysiłek można docenić. Wysiłek można szanować. Ale to nie wysiłek sprawi, że będziesz mieć za co wykarmić rodzinę.

 

The following two tabs change content below.

Michał, The Consumer Show

Miłośnik psychologii, fanatyk sportów ekstremalnych. Lubi uczyć się, jak lepiej funkcjonować na co dzień, zarówno w sferze psychicznej jak i fizycznej. A jeszcze bardziej lubi o tym pisać.

Ostatnie wpisy Michał, The Consumer Show (zobacz wszystkie)

  • Weronika

    Czy jedynym celem chodzenia do szkoły jest zdanie matury? Czy biolog nie powinien zainteresować się historia przynajmniej w stopniu, który pozwoli mu nie wpaść do grupy totalnie obojętnych i obnoszących się ze swoją niewiedzą prostaczków? Pytanie czy powinien to robić dla dobrych ocen, czy dla samego siebie. Bo dla samego siebie przynajmniej warto.

    • The Consumer Show

      Oczywiście masz rację. Wyniki matur są istotne, i lepiej uczyć się pod klucz, by wypaść jak najlepiej, i na tym się tu skupiłem. Ale to nie zmienia faktu, że powinno się posiadać wiedzę z różnych dziedzin.