To jeszcze miłość, czy już desperacja?

“Kocha się za nic”. Jedno z tych zdań, które świetnie powiększają liczbę lajków na facebooku, jednocześnie w prawdziwym życiu powiększając liczbę nieszczęśliwych ludzi, którzy nawet nie wiedzą, czemu są nieszczęśliwi. Nie kocha się za nic. I nieważne jak pięknie czy romantycznie by to brzmiało, nie kocha się bezwarunkowo.

 

Jeśli pójdziesz na pierwszą randkę i Marek Cię uderzy, sprawa jest prosta – dzwonisz na policję. Trochę inaczej to wygląda, gdy spotykacie się X lat, kupujecie domek za miastem, jednocześnie tworząc gromadkę dzieci i nakładając obrączki, aż pewnego dnia przestaje być kolorowo, bo on w czasie kłótni mówi do Ciebie “Ty dziwko”. Wybaczasz mu – oboje byliście w nerwach.

 

Mija pół roku i przekleństwa na stałe wchodzą do waszego repertuaru,  a on pierwszy raz unosi na Ciebie rękę, cofając ją w ostatnim momencie. Jakiś czas później Tobą szarpie, aż w końcu uderza. Potem płacze i przeprasza, mówi że kocha i że już nie będzie. Wybaczasz mu. Przecież to był pierwszy raz.

 

Z przekraczaniem granic jest kilka problemów. Pierwszy jest taki, że nie da się ich odkroczyć. Od kupienia pierwszej paczki fajek, po wciąganie koki czy przemoc w związku – są czynności, które zrobisz raz, i na zawsze tracisz cząstkę niewinności.

 

Drugi problem to fakt, że o ile mało kto przekracza granice poprzez skok w dal z rozbiegu, tak bardzo łatwo jest jest to zrobić metodą malutkich kroków przez lata, jak w powyższym przykładzie. Powoli, ale stabilnie.

 

Dlatego jak kochasz, to zawsze za coś. Bo jest zaradny, ma pasję, a gdy rozmawiacie wieczorami to czujesz, jakbyś była jego księżniczką. A jeśli przestajecie rozmawiać, on zaczyna spędzać 90% czasu przed kompem a od Ciebie oczekuje, żebyś gotowała i sprzątała, bo tak to wyglądało w jego rodzinnym domu, to tracisz to “coś”. I nie zauważyłaś tego tylko dlatego, że Wasze granice były przekraczane powoli, krok po kroku, aż w końcu z pięknego związku nie ostał się żaden z elementów, które sprawiały, że było cudownie.

 

Ludzie zmieniają się przez całe życie i jeśli zauważysz, że Twój partner stał się osobą, której nie znasz i z którą nie chcesz być, nie bój się odejść. I nie chodzi mi tu tylko o sytuacje, w których pojawia się przemoc czy inne patologie. Znam zbyt wielu ludzi, którzy męczą się w związkach, w których nie chcą być, i nic z tym nie robią. Czy to ze strachu przed nieznanym, czy z faktu, że żal im lat, które poświęcili na tą relację.

 

Nie każdy związek kończy się życiem “długo i szczęśliwie” i nie ma nic złego w tym, że kogoś zranisz odchodząc. Serio. Często to lepsze rozwiązanie, niż żyć wbrew sobie i być nieszczęśliwym, bo boisz się postawić. Jest moment, w którym miłość zmienia się w desperację i lęk przed byciem samotnym, i wierz mi, lepiej odejść, niż czekać, aż ten moment nastąpi.

The following two tabs change content below.

Michał, The Consumer Show

Miłośnik psychologii, fanatyk sportów ekstremalnych. Lubi uczyć się, jak lepiej funkcjonować na co dzień, zarówno w sferze psychicznej jak i fizycznej. A jeszcze bardziej lubi o tym pisać.

Ostatnie wpisy Michał, The Consumer Show (zobacz wszystkie)

  • KaeNeM

    W partnerstwie życie polega na tym, aby zmieniać się razem.
    A w małżeństwie w większości przypadków lepiej niż odejść, jest walczyć o miłość.
    Radykalizacja kroków w tak wartościowym uczuciu jakim jest miłość na dłuższą metę nie popłaca.

    Piszesz, że nie kocha się za nic. A ja Ci mówię – zostań ojcem 🙂

  • XYZ

    Mógłbyś wymyśleć coś swojego. Za dużo tu Piotra C. z „Pokolenia IKEA”.

    • The Consumer Show

      Pokolenia Ikea przeczytałem może dwa artykuły w życiu i to parę lat temu, więc ciężko żebym od niego czerpał 🙂