Codzienność zabija marzenia.

Nie wiem, czy pamiętasz siebie w wieku 7 czy 10 lat. Swoją głowę pełną marzeń i serce pełne nadziei. Bawiłeś się klockami i ten mały kawałek plastiku w Twojej ręce stawał się w ciągu paru godzin pilotem, żołnierzem, kosmonautą czy kimś innym – ale zawsze niezwykłym. I bawiąc się nim wyobrażałeś sobie siebie w przyszłości.

 

Jako kogoś, kto zrobi coś niesamowitego ze swoim życiem. Bo każdy z nas miał masę planów na siebie i każdy był w 100% pewny, że te plany się powiodą.

 

Nie wiem, czy pamiętasz jaki byłeś w wieku lat 15. Zawsze marzący o wielkiej przyszłości, zawsze żyjący z głową w chmurach. Ten inny. Marzyciel.

 

Może pamiętasz też jak parę lat później zacząłeś doznawać pierwszych porażek. Nie dostałeś się na wymarzone studia. Rzuciła Cię ówczesna miłość Twojego życia. Zmarł Ci ktoś bliski.

 

Od zawsze wiedziałeś, że życie nie jest bajką i może Cię sponiewierać, ale jednym jest coś wiedzieć, a czym innym to odczuć. A Ty odczułeś. Nie raz, i wcale nie lekko.

 

I najlepsze, że te przeżycia nie zniechęciły Cię do osiągania swoich celów. Wręcz przeciwnie – teraz jeszcze bardziej chciałeś wykorzystać jak najlepiej ten krótki, niewiele warty okres zwany życiem.

 

Ale na pewno nie pamiętasz, gdy uderzyła Cię dorosłość. Bo to nie stało się z dnia na dzień. Nie nagle. Czasem tu pojawiło się trochę więcej obowiązków, a tam musiałeś zrezygnować z części przyjemności. Mniej relaksu, więcej pracy. Mniej życia każdym dniem – więcej życia z dnia na dzień.

 

Ale zatracając się w życiu do piątku, do świąt czy do wakacji uświadomiłeś sobie, że marzeń nie zabijają porażki. Marzenia zabija codzienność.  Wir pracy, obowiązków, bodźców z telefonu, mieszania melanżów do rana z zamulaniem na dzień następny i wiecznej pogoni za niczym.

 

Marzeń nie zabijają nieudane próby. Marzenia zabija wygoda. Marzenia giną, gdy jest na tyle kiepsko, że nie jesteś zadowolony ze swojego życia, ale na tyle stabilnie, że nie musisz niczego zmieniać.

 

I nie zmieniasz. Bo zmienisz od poniedziałku. Od nowego roku. Albo jednak kolejnego.

 

Więc odkładasz je dalej i odkładasz znowu, i zamiast próbować wycisnąć z życia wszystko, co najlepsze do ostatniej kropli i umrzeć spełnionym, giniesz w wirze codzienności.

 

 

Spokojnie, kiedyś się obudzisz. Tylko wtedy będzie pewnie za późno.

The following two tabs change content below.

Michał, The Consumer Show

Miłośnik psychologii, fanatyk sportów ekstremalnych. Lubi uczyć się, jak lepiej funkcjonować na co dzień, zarówno w sferze psychicznej jak i fizycznej. A jeszcze bardziej lubi o tym pisać.