Do większości rzeczy się nie nadajesz. Na szczęście

Nie wiem jak Wy, ale ja, gdy byłem mały, zawsze mówiłem, że chcę mieć swoja firmę. Ale tak naprawdę nie chodziło o sam fakt posiadania firmy. Chodziło raczej o to, żeby mieć wystarczająco dużo pieniędzy, żeby móc w miarę często podróżować, i regularnie skakać ze spadochronem, i jednocześnie wystarczająco dużo czasu, by mieć kiedy to robić.

Podejrzewam, że każdy miał w głowie takie marzenia (może poza regularnym skakaniem). Niestety, tu pojawia się problem – rzucenie tekstem pod tytułem „Chcę mieć swoją firmę” nie różni się niczym od słów „Chciałbym mieć fajną pracę”. To fajne marzenie. Ale nawet jeśli będziesz je powtarzać każdej nowo poznanej osobie, odpowiadając jej na pytanie o swoją przyszłość, to wciąż pozostanie to tylko dziecięcą zachcianką. Bo żeby mieć jakiekolwiek szanse na to, żebyś na myśl o pracowaniu uśmiechał się pod nosem, zamiast powtarzać maksymę „byle do piątku” potrzebujesz planu. Takiego sensownego, realnego planu, dzięki któremu uświadomisz sobie, do czego się nadajesz bardziej, a do czego w ogóle.

No więc tekst jest o tym, jak zrobić sobie taki plan.

O słabych stronach, których nie warto poprawiać

„To samo tyczy się nauki. Jeśli na studiach wystarczy Ci godzina nauki, żeby dostać 3.0, ale na ocenę bardzo dobrą potrzebujesz już czterech godzin, to musisz sobie odpowiedzieć na pytanie, czy taka ocena jest tego warta. Jeśli studia są dla Ciebie priorytetem – pewnie, że jest. Ale w momencie, gdy pracujesz, a myśląc o swojej przyszłości widzisz, że tytuł magistra nic w niej nie zmienia, to trochę szkoda Twojego czasu.”

Codzienność zabija marzenia.

Nie wiem, czy pamiętasz siebie w wieku 7 czy 10 lat. Swoją głowę pełną marzeń i serce pełne nadziei. Bawiłeś się klockami i ten mały kawałek plastiku w Twojej ręce stawał się w ciągu paru godzin pilotem, żołnierzem, kosmonautą czy kimś innym – ale zawsze niezwykłym. I bawiąc się nim wyobrażałeś sobie siebie w przyszłości. […]

Wszyscy dążymy do katharsis

„Podstawami dobrego związku są przyjaźń i seks.

No dobra, podstawą dobrego związku jest też oczywiście miłość. Ale choćby nie wiem jak wielka była miłość, żadna para długo nie pociągnie, jeśli brakuje choćby jednej z tych rzeczy.

A nieodłączną częścią każdej przyjaźni są konflikty.”

Nie pozwól by tragedie definiowały to, kim jesteś

„Bo jeśli zakończyłeś związek, i mówisz, że „widocznie tak miało być”, zwalając odpowiedzialność na los, to chociaż sam nie lubię takiego toku myślenia, jest on OK – o ile pozwala Ci się szybciej pozbierać do kupy. Ale gdy zaczynasz sobie wmawiać, że widocznie jesteś skazany na samotność, to jest już źle. Bo przestajesz o siebie dbać, czy nawiązywać jakiekolwiek relacje.

A potem budzisz się w wieku 60 lat, ze słynnym „A nie mówiłem” na ustach”.